Prus Lalka, Tom 1 rozdział 2 |
Nie. Nasz doktor nie przyjąłby nawet szpilki. Zacny człowiek. Prawda, panie Rzecki, że już jest wpół do dziesiątej? Stanął mi zegarek.
- Dochodzi dzie-wią-ta. - odparł ze szczególnym naciskiem pan Ignacy.
- Dopiero dziewiąta?. tłumaczenia ustne No, kto by myślał! A tak projektowałem sobie, że dziś przyjdę do sklepu pierwszy, wcześniej od pana Klejna. - Ażeby wyjść przed ósmą - wtrącił pan Lisiecki. Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe zdumienie. - Pan skąd wie?. - odparł. - No, słowo honoru daję, że ten człowiek ma zmysł proroczy! Właśnie dziś, słowo honoru. muszę być na mieście przed siódmą, choćbym umarł, choćbym. miał podać się do dymisji. - Niech pan od tego zacznie - wybuchnął Rzecki - a będzie pan wolny przed jedenastą, nawet w tej chwili, panie Mraczewski. Pan powinieneś być hrabią, nie kupcem, i dziwię się, że pan od razu nie wstąpił do tamtego fachu, przy którym zawsze ma się czas, panie Mraczewski. Naturalnie! - No, i pan w jego wieku latałeś za spódniczkami - odezwał się Lisiecki. - Co tu bawić się w morały. - Nigdy nie latałem! - krzyknął Rzecki uderzając pięścią w kantorek. Prus Lalka, Tom 1 rozdział 2 tłumaczenia ustne fragment 120 |
| 2008-11-07 16:55:55 |