Prus Lalka, Tom 2 rozdział 2 |
- Jak wszystkie histeryczki - mruknął eks-obywatel. - Straciła córeczkę, mąż ją porzucił. Same awantury!.
- Pójdziemy do niej, panie - rzekłem schodząc na drugie piętro. Czułem w sobie takie męstwo, że baronowa nie tylko nic trwożyła mnie, lecz prawie pociągała.
Ale kiedy stanęliśmy pode drzwiami i rządca zadzwonił, doznałem tłumaczenia ustne kurczu w łydkach. Nie mogłem ruszyć się z miejsca i tylko dlatego nie uciekłem. W jednej chwili opuściła mnie odwaga, przypomniałem sobie sceny z licytacji. Obrócił się klucz w zamku, stuknęła zasuwka i w uchylonych drzwiach ukazała się twarz niestarej jeszcze dziewczyny, ubranej w biały czepeczek. - A kto to? - spytała dziewczyna. - Ja, rządca. - Czego pan chce? - Przychodzę z pełnomocnikiem właściciela. - A ten pan czego chce? - Ten pan jest właśnie pełnomocnikiem - Więc jak mam powiedzieć?. - Powiedz pani - odparł już zirytowany rządca - że przychodzimy pogadać o lokalu. - Aha! Zamknęła drzwi i odeszła. Upłynęło ze dwie albo trzy minuty, zanim wróciła na powrót i po otworzeniu wielu zamków wprowadziła nas do pustego salonu. Dziwny był widok tego salonu. Meble okryte ciemnopopielatymi pokrowcami, to samo fortepian, to samo pająk zawieszony u sufitu; nawet stojące w kątach kolumny z posążkami miały także popielate koszule. W ogóle robił on wrażenie pokoju, którego właściciel wyjechał zostawiwszy tylko służbę bardzo dbałą o porządek domu. Za drzwiami było słychać rozmowę na głos kobiecy i męski. Prus Lalka, Tom 2 rozdział 2 tłumaczenia ustne fragment 340 |
| 2008-11-07 18:29:11 |