W pustyni i w puszczy, rozdział 28, str. 6

195 – Nel! – krzyknął Staś.
A ona, zajęta swoją robotą, odpowiedziała mu wesoło:
– Zaraz, zaraz!
196
Na to chłopak, który nie miał zwyczaju wahać się wobec
niebezpieczeństwa, podniósł jedną ręką w górę strzelbę, drugą
chwycił za obdartą z kory wyschłą łodygę lianu i objąwszy ją
nogami, w mgnieniu oka zsunął się na dno wąwozu. Słoń
reklama sms poruszył niespokojnie uszami, ale w tej chwili Nel wstała i objąwszy trąbę zawołała pośpiesznie: – Nic bój się, słoniu, to Staś.
Staś spostrzegł od razu, że nie ma dla niej żadnego
niebezpieczeństwa, lecz nogi trzęsły się jeszcze pod nim, serce biło
mu gwałtownie i nim ochłonął z wrażenia, począł mówić
zdławionym, pełnym żalu i gniewu głosem:
– Nel, Nel, jak ty mogłaś to zrobić?!.
Ona zaś poczęła się tłumaczyć, że nie zrobiła nic złego, bo słoń
jest dobry i zupełnie już oswojony; że chciała tylko raz na niego
spojrzeć i wrócić się, ale on ją zatrzymał i począł się z nią bawić, że
ją huśtał bardzo ostrożnie i że jeśli Staś chce, to i jego pohuśta. To mówiąc jedną rączką wzięła za koniec trąby i zbliżyła ją do Stasia, drugą zaś ręką machnęła kilkakrotnie w prawo i w lewo, mówiąc jednocześnie do słonia: – Pokołysz, słoniu, i Stasia. Mądry zwierz znów odgadł z jej poruszeń, czego od niego chce – i Staś, chwycony za pasek przy spodeńkach, w jednej chwili znalazł się w powietrzu.
Było przy tym takie jakieś dziwne i zabawne
przeciwieństwo między jego rozgniewaną jeszcze miną a tym
bujaniem się nad ziemią, że małe Mzimu poczęło śmiać się do łez,
klaskać w ręce i krzyczeć tak jak poprzednio:
– Jeszcze, jeszcze!
A ponieważ niepodobna jest zachować należytej powagi i prawić
morałów wówczas, gdy; człowiek wisi na końcu słoniowej trąby i
mimowolnie wykonywa ruchy podobne do ruchów wahadła, więc
chłopiec począł się w końcu śmiać także. Ale po pewnym czasie
zmiarkowawszy, że ruchy trąby stają się wolniejsze i że słoń
zamierza postawić go na ziemi, wpadł niespodziewanie na nowy
pomysł: mianowicie, korzystając z chwili, w której znalazł się w
pobliżu olbrzymiego ucha, chwycił za nie obu rękoma, wdrapał się po
nim w mgnieniu oka na głowę i siadł słoniowi na karku. – Aha – zawołał z góry na Nel – niech zrozumie, że to on musi mnie słuchać. I jął klepać go dłonią po głowie, z miną władcy i pana. 197 – Dobrze! – zawołała z dołu Nel – ale jak teraz zleziesz? – To mały kłopot – odpowiedział Staś. I przewiesiwszy nogi przez czoło słonia objął nimi trąbę i zsunął się po niej jak po drzewie. – Ot, jak zlezę!. Po czym oboje zajęli się wyjmowaniem resztek kolców z nóg słonia, który poddawał się temu z nadzwyczajną cierpliwością. Tymczasem spadły pierwsze krople dżdżu, więc Staś postanowił odprowadzić natychmiast Nel do „Krakowa” – ale tu zaszła niespodziewana trudność. Słoń za nic nie chciał się z nią rozstać i za każdym razem, gdy próbowała się oddalić, zawracał ją trąbą i przyciągał ku sobie. Położenie stawało się ciężkie i wesoła zabawa wobec oporu zwierzęcia mogła się źle zakończyć. Chłopiec nie wiedział, co począć, gdyż deszcz padał coraz gęstszy i groziła ulewa. Oboje cofali się wprawdzie nieco ku wyjściu, ale bardzo nieznacznie, i słoń posuwał się za nimi.
W pustyni i w puszczy, rozdział 28, str. 6 fragment 20

2008-10-20 23:06:11