W pustyni i w puszczy, rozdział 3

Wszystkie przygotowania były już poprzednio ukończone, więc dzieci wyruszyły tego samego dnia kanałem do Izmaili, a z Izmaili koleją do Kairu, gdzie miały przenocować, nazajutrz zaś jechać do Medinet. Opuszczając Izmailę widziały jezioro Timsah, które Staś znał poprzednio, albowiem pan Tarkowski, zapalony w wolnych od zajęć chwilach myśliwy, brał go tam czasem z sobą na ptactwo wodne. Następnie droga szła wzdłuż Wadi-Toumilat, tuż przy kanale słodkiej wody idącym od Nilu do Izmaili i Suezu. Przekopano ten kanał jeszcze przed Sueskim, inaczej bowiem robotnicy pracujący nad wielkim dziełem Lessepsa pozbawieni by byli całkiem wody zdatnej do picia. Ale wykopanie go miało jeszcze i inny pomyślny skutek: oto kraina, która była poprzednio jałową pustynią, zakwitła na nowo, gdy przeszedł przez nią potężny i ożywczy strumień słodkiej wody. Dzieci mogły dostrzec po lewej stronie z okien
wagonów szeroki pas zieloności, złożony z łąk, na których pasły się
konie, wielbłądy i owce – i z
tłumacz niemieckiego pól uprawnych, mieniących się
kukurydzą, prosem, alfalfą i innymi gatunkami roślin pastewnych.
Nad brzegiem kanału widać było wszelkiego rodzaju studnie, w
kształcie wielkich kół opatrzonych wiadrami lub w kształcie
zwykłych żurawi, czerpiące wodę, którą fellachowie rozprowadzali
pracowicie po zagonach lub rozwozili beczkami na wózkach
ciągnionych przez bawoły.
Nad runią zbóż bujały gołębie, a czasem zrywały się całe stada przepiórek. Po brzegach kanału przechadzały 19 się poważne bociany i żurawie. W dali, nad glinianymi chatami fellachów, wznosiła się jak pióropusze korony palm daktylowych. Natomiast na północ od linii kolejowej ciągnęła się szczera pustynia, ale niepodobna do tej, która leżała po drugiej stronie Kanału Sueskiego. Tamta wyglądała jak równe dno morskie, z którego uciekły wody, a został tylko pomarszczony piasek, tu zaś piaski były bardziej żółte, pousypywane jakby w wielkie kopce pokryte na zboczach kępami szarej roślinności. Między owymi kopcami, które gdzieniegdzie zmieniały się w wysokie wzgórza, leżały obszerne doliny, wśród których od czasu do czasu widać było ciągnące karawany. Z okien wagonu dzieci mogły dojrzeć obładowane wielbłądy idące długim sznurem, jeden za drugim, przez piaszczyste rozłogi. Przed każdym wielbłądem szedł Arab w czarnym płaszczu i białym zawoju na głowie. Małej Nel przypomniały się obrazki z Biblii, które oglądała w domu, przedstawiające Izraelitów wkraczających do Egiptu za czasów Józefa. Były one zupełnie takie same. Na nieszczęście, nie mogła przypatrywać się dobrze karawanom, gdyż przy oknach z tej strony wagonu siedzieli dwaj oficerowie angielscy i zasłaniali jej widok.
Lecz zaledwie powiedziała to Stasiowi, on zwrócił się z wielce
poważną miną do oficerów i rzekł przykładając palec do kapelusza:
– Dżentelmeni, czy nie zechcecie zrobić miejsca tej małej miss,
która pragnie przypatrywać się wielbłądom?
Obaj oficerowie przyjęli z taką samą powagą propozycję i jeden z
nich nie tylko ustąpił miejsca ciekawej miss, ale podniósł ją i
postawił na siedzeniu przy oknie. A Staś rozpoczął wykład: – To jest dawna kraina Goshen, którą faraon oddał Józefowi dla jego braci Izraelitów.
W pustyni i w puszczy, rozdział 3 tłumacz niemieckiego fragment 40

2008-10-13 20:12:47