W pustyni i w puszczy, rozdział 3

Niegdyś, i jeszcze w starożytności, szedł tu kanał wody słodkiej, tak że ten nowy jest tylko przeróbką dawnego. Ale później poszedł w ruinę i kraj stał się pustynią. Teraz ziemia poczyna być znów żyzna. – Skąd to dżentelmenowi wiadomo? – zapytał jeden z oficerów. – W moim wieku takie rzeczy się wie – odrzekł
tłumacz niemieckiego Staś – a prócz tego niedawno profesor Sterling wykładał nam o Wadi-Toumilat.
Jakkolwiek Staś mówił bardzo biegle po angielsku, jednakże
odmienny nieco jego akcent zwrócił uwagę drugiego oficera, który
zapytał:
20
– Czy mały dżentelmen nie jest Anglikiem?
– Małą jest miss Nel, nad którą ojciec jej powierzył mi w drodze
opiekę, a ja nie jestem Anglikiem, lecz Polakiem i synem inżyniera
przy kanale. Oficer uśmiechnął się słysząc odpowiedź czupurnego chłopaka i rzekł: – Bardzo cenię Polaków.
Należę do pułku jazdy, który za czasów Napoleona kilkakrotnie walczył z polskimi ułanami, i tradycja ta stanowi dotychczas jego chwałę i zaszczyt1. – Miło mi pana poznać – odpowiedział Staś. I rozmowa poszła dalej łatwo, albowiem oficerowie bawili się widocznie. Pokazało się, że obaj jadą także z Port-Saidu do Kairu dla widzenia się z ambasadorem angielskim i po ostatnie instrukcje co do długiej podróży, która ich niebawem czekała. Młodszy z nich był
doktorem wojskowym, ten zaś, który rozmawiał ze Stasiem, kapitan
Glen, miał z rozporządzenia swego rządu jechać z Kairu przez Suez
do Mombassa i objąć w zarząd cały kraj przyległy do tego portu i
ciągnący się aż do nieznanej krainy Samburu. Staś, który z
zamiłowaniem czytywał podróże po Afryce, wiedział, że Mombassa
leży o kilka stopni za równikiem i że kraje przyległe, jakkolwiek
zaliczone już do sfery interesów angielskich, są jeszcze naprawdę
mało znane, zupełnie dzikie, pełne słoni, żyraf, nosorożców,
bawołów i wszelkiego rodzaju antylop, z którymi wyprawy i
wojskowe, i misjonarskie, i kupieckie zawsze się spotykają. Zazdrościł też kapitanowi Glenowi z całej duszy i zapowiedział, że musi go w Mombassa odwiedzić i zapolować z nim na lwy lub bawoły. – Dobrze, ale proszę o odwiedziny z tą małą miss – odpowiedział śmiejąc się kapitan Glen i ukazując na Nel, która w tej chwili odeszła od okna i siadła przy nim. – Miss Rawlison ma ojca – odpowiedział Staś – a ja jestem tylko w drodze jej opiekunem.
Na to zwrócił się żywo drugi oficer i zapytał:















1
Te pułki kawalerii angielskiej, które za czasów Napoleona potykały się z jazdą
polską, chlubią się tym istotnie do dziś dnia i każdy oficer mówiąc o swym pułku nie
omieszka nigdy powiedzieć: „My biliśmy się z Polakami.” Patrz: Chevrillon, Aux Indes. – Rawlison? – czy nie jeden z dyrektorów kanału i ten, który ma brata w Bombaju? – W Bombaju mieszka mój stryjek – odpowiedziała Net podnosząc w górę paluszek. – A więc twój stryjek, darling, jest żonaty z moją siostrą.
W pustyni i w puszczy, rozdział 3 tłumacz niemieckiego fragment 60

2008-10-13 20:12:47