W pustyni i w puszczy, rozdział 3 |
Ja
nazywam się Clary. Jesteśmy powinowaci i prawdziwie rad jestem,
żem cię spotkał i poznał, mały, kochany ptaszku.
I doktor rzeczywiście był rad. Mówił, że zaraz po przybyciu do
Port-Saidu rozpytywał się o pana Rawlisona, ale w biurach dyrekcji
powiedziano mu, że wyjechał na święta. Wyraził też żal, że statek,
którym mają jechać z Glenem do Mombassa, wychodzi z Suezu już
za kilka dni, skutkiem czego nie będzie mógł wpaść do Medinet.
Polecił tylko Nel pozdrowić ojca i obiecał napisać do niej z
Mombassa. Obaj oficerowie zajęli się teraz przeważnie rozmową tłumacz niemieckiego z Nel, tak że Staś pozostał trochę na boku. Za to na wszystkich stacjach pojawiały się całymi tuzinami mandarynki, świeże daktyle, a nawet i wyborne sorbety. Prócz Stasia i Nel – korzystała z nich także Dinah, która przy wszystkich swych przymiotach odznaczała się niepowszednim łakomstwem. W ten sposób prędko zeszła dzieciom droga do Kairu. Przy pożegnaniu oficerowie ucałowali rączki i główkę Nel i uścisnęli prawicę Stasia, przy czym kapitan Glen, któremu rezolutny chłopiec bardzo się podobał, rzekł na wpół żartem, na wpół naprawdę: – Słuchaj, mój chłopcze! Kto wie, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach możemy się jeszcze spotkać w życiu. Pamiętaj jednak, że zawsze możesz liczyć na moją życzliwość i pomoc. – I wzajemnie! – odpowiedział z pełnym godności ukłonem Staś. |
| 2008-10-13 20:12:47 |