W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 2

– Mahdi większy jest od wszystkich białych czarowników. On to potłumił huragan i zesłał deszcz. Staś nie odpowiedział nic, albowiem zajął się Nel, która ledwie żyła. Naprzód powytrząsał piasek z jej włosów, następnie,
poleciwszy starej Dinah rozpakować rzeczy, które w przekonaniu, że
dzieci jadą do ojców, zabrała z Fajumu, wziął ręcznik, namoczył go
w wodzie, przetarł nim oczy i twarz dziewczynki. Dinah
polish translation nie mogła tego uczynić, gdyż widząc, i to źle, na jedno tylko oko, zaniewidziała prawie zupełnie podczas huraganu i przemywanie rozpalonych powiek nie przyniosło jej na razie ulgi. Nel poddawała się biernie
wszelkim zabiegom Stasia, patrzyła tylko na niego tak jak zmęczony
ptaszek – i dopiero gdy zdjął jej trzewiczki, by powysypywać z nich
piasek, a następnie usłał jej wojłok, zarzuciła mu rączki na szyję. A w jego sercu wezbrała wielka litość.
Uczuł się opiekunem, starszym bratem i jedynym w tej chwili obrońcą Nel i poczuł zarazem, że tę małą siostrzyczkę kocha ogromnie, daleko więcej niż kiedykolwiek przedtem. Kochał ją przecie i w Port-Saidzie, ale uważał za „berbecia” – więc na przykład nie przychodziło mu nawet do głowy, by na dobranoc całować ją w rękę. Gdyby mu ktoś poddał taką myśl, uważałby, że kawaler, który skończył lat trzynaście, nie może bez ujmy dla swej godności i wieku czegoś podobnego uczynić. Ale obecnie wspólna niedola wzbudziła w nim uśpioną tkliwość, więc ucałował nie jedną, ale obie rączki dziewczynki. Położywszy się myślał o niej w dalszym ciągu i postanowił dokonać dla wyrwania jej z niewoli jakiegoś nadzwyczajnego czynu.
Gotów był na wszystko, nawet na rany i śmierć, tylko z tym utajonym
w duszy małym zastrzeżeniem, żeby rany nie bolały zanadto, a
śmierć żeby już tam nie była koniecznie i naprawdę śmiercią, gdyż w
takim razie nie mógłby widzieć szczęścia oswobodzonej Nel. Następnie jął zastanawiać się nad najbardziej bohaterskimi sposobami ratunku, ale myśli poczęły mu się mącić. Przez chwilę wydało mu się, że zasypują je całe chmury piasku, potem, że wszystkie wielbłądy pakują mu się do głowy – i usnął. Arabowie po obrządzeniu wielbłądów, zmordowani walką z huraganem, posnęli też kamiennym snem. Ogniska przygasły: we wnęku zapanował mrok. Wkrótce rozległo się chrapanie ludzi, a z zewnątrz dochodził plusk ulewy i szum wody rozbijającej się o kamienie na dnie khoru. W ten sposób upływała noc.

2008-10-14 18:11:04