Zagadkowa natura - Anton Czechow |
brał łapówki. Matka zaś. co tu mówić! Bieda, walka o kawałek chleba, świadomość własnej nędzy. biuro tłumaczeń Ach, niech mnie pan nie zmusza do przypominania! Musiałam sama sobie torować drogę. Potworne wychowanie w instytucie, czytanie głupich romansów, błędy młodości, pierwsza nieśmiała miłość. A walka z otoczeniem? Okropne! A wątpliwości? A męki rodzącej się niewiary w życie, w siebie?. Ach! pan jest literatem i zna nas, kobiety. Pan zrozumie. Na nieszczęście, jestem naturą szeroką. Oczekiwałam innego szczęścia! Pragnęłam być człowiekiem! Tak! Być człowiekiem — w tym upatrywałam szczęście! — Cudowna — bełkocze literat, całując rękę koło bransoletki. — Nie panią całuję, urocza istoto, lecz cierpienie ludzkie! Pamięta pani Raskolnikowa? — On tak całował. — O, Waldemarze, byłam spragniona sławy, rozgłosu, blasku, jak każda — po co udawać skromnisię — jak każda, nietuzinkowa natura. Pożądałam czegoś niezwykłego, niekobiecego! I oto. i oto. nawinął się na mej drodze bogaty staruszek, generał. Zrozum mnie pan, panie Waldemarze! Przecież to była ofiara, było to wyrzeczenie się siebie — niech pan zrozumie! Nie mogłam inaczej postąpić. Wzbogaciłam rodzinę, zaczęłam podróżować, pomagać ubogim. A jak cierpiałam, jak nie do zniesienia wstrętne były dla mnie objęcia tego generała, chociaż, trzeba mu to przyznać, w swoim czasie walczył mężnie. Bywały chwile. okropne chwile! Ale podtrzymywała mnie myśl, że staruszek dziś-jutro umrze, że zacznę żyć, jak chciałam, oddam się ukochanemu człowiekowi, będę szczęśliwa. Zagadkowa natura - Anton Czechow biuro tłumaczeń fragment 40 |
| 2009-08-06 21:53:10 |